↑ Powrót do Grupa IV „Myszki”

Kącik wiersza

Wiersz na czerwiec:

„Lato”

B. Forma

Wczesnym rankiem po cichutku

lato przyszło pomalutku.

Ciepłe dzionki zamówiło,

świeżą zieleń rozrzuciło.

Lato, lato zostań z nami,

pokryj wkoło świat kwiatami.

Poproś słonko, by przybyło,

mocno wszystkim zaświeciło.

By nam ziemię ogrzewało,

swe promyki przysyłało.

 

Wiersz na maj:

„Dla mamy i taty”
A. Widzowska

Z okazji święta Taty i Mamy
dziś uroczyście wam obiecamy:
codziennie sprzątać swoje zabawki,
nigdy nie spadać z wielkiej huśtawki,
od mamy nigdzie się nie oddalać,
groźnych zapałek szust! nie zapalać.
Więcej nie zjemy kwaśnych jabłuszek,
bo wtedy zawsze boli nas brzuszek.
Gdy zobaczymy gdzieś muchomora,
to go nie zerwie żaden przedszkolak!
Będziemy grzeczni i przyrzekamy
słuchać uważnie taty i mamy.
Wyszorujemy ząbki starannie
i nie będziemy wariować w wannie.
Mama nas uczy drogowych znaków,
tata trenuje małych pływaków.
Lecz nikt przez pasy sam nie przechodzi
ani do wody w morzu nie wchodzi!

 

Wiersz na kwiecień:

„Kwiecień plecień’’

M. Lara

Ach ten kwiecień, psotny kwiecień,
różne figle płata w świecie.
Raz przygrzeje mocno słońce,
że jak w lecie jest gorąco.
Innym razem śniegiem prószy,
że aż wszystkim marzną uszy.
Kwiecień – plecień, bo przeplata,
trochę zimy, trochę lata.

 

„Leń”

J. Brzechwa

Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
„O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię?
A kto siedzi na tapczanie?
A kto zjadł pierwsze śniadanie?
A kto dzisiaj pluł i łapał?
A kto się w głowę podrapał?
A kto dziś zgubił kalosze?
O – o! Proszę!”
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
„Przepraszam! A tranu nie piłem?
A uszu dzisiaj nie myłem?
A nie urwałem guzika?
A nie pokazałem języka?
A nie chodziłem się strzyc?
To wszystko nazywa się nic?”
Na tapczanie siedzi leń,
Nic nie robi cały dzień.
Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało,
Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało,
Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty,
Nie powiedział „dzień dobry”, bo z tym za dużo roboty,
Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda,
Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda.
Miał zjeść kolację – tylko ustami mlasnął,
Miał położyć się – nie zdążył – zasnął.
Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził.
Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.

Wiersz na marzec:

 

„Przyjście Wiosny”

J. Brzechwa

Naplotkowała sosna,
Że już się zbliża wiosna.
Kret skrzywił się ponuro:
– przyjedzie pewnie furą…
jeż się najeżył srodze:
– raczej na hulajnodze.
Wąż syknął: – Ja nie wierzę
Przyjedzie na rowerze.
Kos gwizdnął:
Wiem coś o tym,
Przyleci samolotem.
Skąd znowu-
Rzekła sroka –
Ja z niej nie spuszczam oka
I w zeszłym roku w maju
Widziałam ją w tramwaju
Nieprawda! Wiosna zwykle
Przyjeżdża motocyklem!
A ja wam tu dowiodę,
Że właśnie samochodem.
Nieprawda, bo w karecie!
W karecie? Cóż pan plecie?
Oświadczyć mogę krótko,
Ze płynie własną łódką!
A wiosna przyszła pieszo.
Już kwiaty za nią spieszą,
Już trawy przed nią rosną
I szumią:
Witaj wiosno!

 

 

Wiersz na luty:

„Dziesięć Bałwanków”

W. Chotomska

Dziesięć bałwanków było w jednym lesie,
ni mniej, ni więcej, tylko właśnie 10.

Jeden się drapał do dziupli na drzewie
i tak się zdrapał, że zostało 9.

Dziewięć bałwanków stało na polanie,
dokładnie dziewięć, bałwan przy bałwanie.

Lecz jeden poczuł, że go kręci w nosie.
Jak zaczął kichać, to zostało 8.

Osiem bałwanów stało w dalszym ciągu,
lecz jeden bał się mrozu i przeciągów.

Więc włożył kożuch i okrył się pledem.
Jak go odkryli, to już było 7.

Z siedmiu bałwanków jeden zaraz orzekł,
że się poślizgać warto na jeziorze.

Lecz ledwie zdążył na jezioro wleźć,
wpadł w taki poślizg, że zostało 6.

Tych sześć bałwanków stałoby do teraz,
lecz jeden bałwan zaczął się rozbierać.

Chciał się ochłodzić, miał na kąpiel chęć-
jak się rozebrał, to zostało 5.

Z pięciu bałwanów jeden zaraz ubył,
bo go ciekawość przywiodła do zguby.

Nie wiedział, po co są kaloryfery-
jak się dowiedział, to zostały 4.

Cztery bałwany stały w dwuszeregu,
lecz jeden zaczął tupać na kolegów.

Tupał i tupał, bo był strasznie zły,
i tak się stupał, że zostały 3.

Te trzy bałwanki długo nie postały,
bo jeden bałwan znał świetne kawały.

Z własnych dowcipów śmiał się:
– Cha! Cha! Cha!
i pękł ze śmiechu, i zostały 2.

A jak została tych bałwanów dwójka,
to się zaczęła między nimi bójka…

Dziesięć bałwanków stało na polanie.
Ile zostało? Oto jest pytanie!

 

Wiersz na styczeń:

“Moja Babcia i Mój Dziadek”

D. Kossakowska

Moja babcia czarodziejka,

umie szczęście wyczarować.

I w świat bajek oraz baśni,

lubi często podróżować.

Kocham moją babcię,

najmocniej na świecie.

Nigdzie tak wspaniałej,

babci nie znajdziecie.

Dziadek lubi chodzić na spacery,

z letnim wiatrem iść w zawody.

Kiedy ładna jest pogoda,

chętnie skacze też do wody.

Kocham mojego dziadka,

najmocniej na świecie.

Nigdzie tak wspaniałego,

dziadka nie znajdziecie.

Moi dziadkowie pięknie tańczą,

tango oraz inne tańce.

Wtedy kiedy jest karnawał,

robią różne przebierańce.

Kocham moich dziadków,

najmocniej na świecie.

Nigdzie tak wspaniałych

dziadków nie znajdziecie.

 

Wiersz na grudzień:

„Na złotym dywanie”

D. Gellner

Choinko, choinko,
świąteczną masz minkę!
Łańcuszek wpleciony
w zieloną czuprynkę!
Stanęłaś w pokoju
na złotym dywanie
i cień twój iglasty
zatańczył na ścianie.
Usiądę przy tobie!
I podam ci rękę.
To nic,
że masz trochę
kłującą sukienkę!

 

Wiersz na listopad:

 „Katechizm polskiego dziecka”

Dziecko

– Kto ty jesteś?

Wszyscy:

– Polak mały.

Dziecko

– Jaki znak twój?

Wszyscy:

– Orzeł biały.

Dziecko

– Gdzie ty mieszkasz?

Wszyscy:

– Między swemi.

Dziecko

– W jakim kraju?

Wszyscy:

– W polskiej ziemi.

Dziecko

– Czym ta ziemia?

Wszyscy:

– Mą Ojczyzną.

Dziecko

– Czym zdobyta?

Wszyscy:

– Krwią i blizną.

Dziecko:

– Czy ją kochasz?

Wszyscy:

– Kocham szczerze!

Dziecko

– A w co wierzysz?

Wszyscy:

W Polskę wierzę!

 

Wiersz na październik:

„Pani Jesień”

Z. Dąbrowska

Przeszedł sobie dawno
śliczny, złoty wrzesień…
Teraz nam październik
Dała pani jesień…

Słono takie śpiące,
coraz później wstaje,
Ptaszki odlatują,
hen, w dalekie kraje.

W cieniu, pod drzewami
cicho śpią kasztany,
każdy błyszczy pięknie,
niby malowany.

Lecą liście z drzewa
różnokolorowe,
te są żółto – złote,
a tamte – brązowe.

Jeszcze niby ciepło,
słonko świeci, grzeje…
aż tu nagle skądejś
wichrzysko zawieje.

Chmur wielkich deszczowych
nazbiera, napędzi…
tak się pan listopad
nauwija wszędzie.

Wiersz na wrzesień:

“W przedszkolu jak w domu”

B. Szelągowska

Czy słońce na niebie, czy deszcz z nieba leci,

idą z rodzicami do przedszkola dzieci.

W przedszkolu zabawek i książek bez liku.

Każdy ma miejsce przy małym stoliku.

Razem z naszą panią pilnie się uczymy.

Gdy czas na zabawę, chętnie się bawimy.

Powiem wam coś jeszcze, nie mówcie nikomu,

że my się czujemy w przedszkolu jak w domu!